Friday, March 31, 2017

Bucket list, czyli "do przeżycia"

Macie taką listę? Miejsc, które chcielibyście odwiedzić, wrażeń, których chcielibyście zasmakować?
Ja mam, regularnie ją uzupełniam. Nie jako listę zadań do wykonania, ale raczej jako miejsce inspiracji.

Zapraszam - i do lektury, i do dzielenia się własnymi listami. A może Wy już macie za sobą coś z mojej listy?
Koniecznie mi o tym opowiedzcie!


  • Polecieć balonem nad Doliną Rospudy
  • Pójść do opery lub filharmonii w Wiedniu
  • Zobaczyć z córką zoo w Berlinie
  • Osiągać dochód pasywny - minimum 25K rocznie [wiem, dziwne, ale zawsze chciałam być reniterką ;)]
  • Pokazać swój dom w "Werandzie" albo innym piśmie w tym stylu
  • Napisać powieść
  • Wydać bestseller - minimum 100K sprzedanych egzemplarzy
  • Zobaczyć rafę koralową
  • Zobaczyć zorzę polarną - najlepiej na Lofotach
  • Spacerować w Central Parku
  • Zwiedzić Alaskę/Kostarykę/Nowy Jork/Paryż/Wielki Kanion/Barcelonę/Marakesz/Toskanię/
  • Madryt/Sztokholm/Key West
  • Zrobić zakupy na Piątej Alei
  • Popłynąć w rejs po Karaibach
  • Założyć ogród permakulturowy
  • Objechać kamperem Norwegię
  • Zapuścić włosy i oddać je fundacji Rak'n'Roll
  • Urządzić kino letnie w ogrodzie
  • Tłumaczyć książki
  • Skoczyć na Skycoasterze
  • Zrobić sobie tatuaż z ptakiem
  • Zobaczyć dom Ernesta Hemingwaya i wydać jego książki w PL
  • Kupić sobie suknię wieczorową z lat 30.
  • Prowadzić kursy kreatywnego pisania dla młodzieży

Thursday, March 30, 2017

Wyzwanie dla zakupoholiczek: wiosenna szafa

Wiedzieliście, że ludzie kupują teraz o 60% więcej ubrań niż zaledwie 15 lat temu? I wyrzucają je po o połowę krótszym czasie niż w 2000 roku?
Góra tekstylnych śmieci rośnie w przerażającym tempie. A śmieci to niejedyny szkodliwy produkt uboczny szybkiej produkcji tanich ubrań. Azjatyckie rzeki zalane są chemikaliami, a małe pracowite rączki po kilkunastu godzinach ledwo zarabiają na przysłowiową miskę ryżu.
A my wydajemy pieniądze na ubrania, które często po kilku/kilkunastu praniach nie nadają się już do noszenia. Pamiętam, jak kilka lat temu wydałam kilkaset złotych na letnie ubrania w młodzieżowych sieciówkach Inditexu i żaden ciuch nie dotrwał do września. Od tamtej pory nawet nie wchodzę do Bershki czy Stradivariusa.
Ile macie w szafie powyciąganych koszulek z przekręconymi szwami? Ile par dżinsów, które dobrze leżą tylko godzinę po założeniu? Ile razy w ciągu tygodnia stajecie przed szafą i nie macie pojęcia, w co się ubrać?


Gdy kilkanaście lat temu mogłam się w końcu cieszyć finansową wolnością [stypendium i dorywcza praca pozwalały mi na więcej niż opłacenie rachunków i makaron marki Tesco], nadwyżkę wydawałam w Zarze. W wakacje jeździłam do Stanów i zwoziłam stamtąd walizki ciuchów wyszperanych w TJ Maxxie. Miałam w mieszkaniu 4 szafy, wszystkie wypełnione po brzegi.
Dziś mam jedną. I dzielę ją z mężem.

Jakieś sześć lat temu, gdy przypadkiem odkryłam w szafie nr 3 sukienkę z metkami, o której istnieniu zdążyłam już dawno zapomnieć, postanowiłam przetestować swoją garderobę i sprawdzić, ile tak naprawdę mam ubrań. Zasady były proste.
Każdą rzecz w szafie mogę założyć tylko raz [oczywiście nie dotyczyło to kurtek czy ubrań na siłownię] i odkładam ją na bok. Będę ją mogła założyć ponownie dopiero wtedy, gdy założę na siebie wszystkie swoje ubrania.
Po dwóch miesiącach odłożyłam dopiero 1/3 ubrań.
A wiecie, co było najgorsze?
W większości z nich okropnie się czułam. Większość z nich fatalnie na mnie leżała. Całkiem sporo było takich, których nie miałam z czym zestawić.

Przerwałam eksperyment i pozbyłam się 80% zawartości mojej szafy. Część sprzedałam, część rozdałam znajomym, część wylądowała w kontenerze na używane ubrania.
Przestałam chodzić do galerii handlowych dla zabicia czasu. Przestałam obserwować blogi modowe, bo tylko budowały we mnie poczucie, że muszę coś mieć. Większość ubrań kupuję przez internet, przymierzam na spokojnie w domu, nieoślepiona jarzeniówkami w przymierzalni. Sprawdzam, do czego mi pasują, odkładam na tydzień. I często odsyłam.

Teraz mam wrażenie, że ubrań mam za mało. Oczywiście budzi to we mnie chęć wejścia na Zalando i wydania wszystkiego, co zostało mi z poprzedniej wypłaty. Dlatego znów postanowiłam wcielić w życie swój eksperyment - tym razem, by być może przekonać się, że ubrań jednak mam sporo.
Dołączycie?

Friday, February 24, 2017

Ogród - faza eksperymentalna


Tak wyglądała zeszłoroczna, eksperymentalna faza w naszym ogrodzie.
Jesienią posadziliśmy mnóstwo kwiatów:
Iksje:

Jaskry w różnych kolorach:



Koronę cesarską:



Kosaćce:


Piwonie:


Puszkinie:


I mnóstwo tulipanów.
Z ponad 200 zasadzonych cebul i kłączy, do dziś wykiełkowało niespełna 40.
A ja zamówiłam już kolejne, tym razem głównie dalie, malwy i maki.








Sunday, February 19, 2017

Zabieramy się za ogród

Po prawie trzech latach od kupna domu zabieramy się za ogród. Potrzebowaliśmy tyle czasu nie tylko ze względów finansowych - chcieliśmy sprawdzić, jak będziemy korzystać z ogrodu - gdzie lubimy przesiadywać, którędy będziemy po nim chodzić.
Dziś jesteśmy już bogatsi o tę wiedzę i o parę tysięcy na koncie, możemy się więc powoli przygotować do urządzenia "naszego' ogrodu.
Nasza działka ma niespełna 900 metrów kwadratowych i jest położona na starym osiedlu. W ciągu tygodnia przechodzi tędy sporo ludzi, w weekendy jest bardzo spokojnie. Jednak potrzebne jest wysokie ogrodzenie - na razie zostawiamy więc to, które postawiły poprzednie właścicielki - jasne betonowe słupki plus ciemne drewno, wysokie na około 180 centymetrów.
Na działce stoją dwa budynki - dom i oddzielny jednostanowiskowy garaż. Dzielą one ogród na dwie części o różnych funkcjach - ta za garażem będzie kiedyś miniwarzywnikiem, ta wokół domu ma pełnić funkcję wypoczynkową. I na niej mamy zamiar się w tym roku skupić.
Musimy zacząć od wyrównania terenu, drenażu i wybudowania studni chłonnej. Niestety, na razie mamy solidne wertepy i nieckę pośrodku. Do tego gliniasta gleba dobrze trzyma wilgoć - teraz po roztopach i pierwszych deszczach mamy zamiast podwórka bajorko.
Następny etap to kostka - opaski wokół domu, ścieżki do garażu i furtki i teren pod pergolę.
Zdecydujemy się najprawdopodobniej na Concerto Bruk-Betu w odcieniu wapień dewoński:

[basenu niestety nie będzie]


Pieniędzy wystarczy nam jeszcze tylko na wydzielenie klombów i rabat - planujemy przysłonić trochę ogrodzenie, więc będą się one ciągnęły głównie wzdłuż płotu. Dzięki temu będziemy też mieli sporo miejsca - choćby na grę w badmintona.

W przyszłym roku chcielibyśmy założyć trawnik z prawdziwego zdarzenia i wybudować pergolę. Glicynie, które mają się po niej piąć, zasadziliśmy już dwa lata temu.




Thursday, January 26, 2017

Projektant tygodnia; Park and Oak Design

Park and Oak Design to duet projektantek z amerykańskiego Illinois. Ich styl to biel i naturalne barwy, roślinne akcenty, sporo drewna i nieprzeładowanie ozdobami.