Friday, December 16, 2016

Marzenia o emeryturze: mieszkanie w kościele, szkole, na dworcu i w stodole

Byliśmy ostatnio w Karpaczu. Tej okolicy nigdy wcześniej nie odwiedziłam, choć Dolny Śląsk uwielbiam. Zawsze powtarzam, że gdybym miała się gdzieś przeprowadzać, to właśnie tam.

Nieruchomości są tam dość tanie, więc stawiałabym na poniemiecki dom z dużym zapleczem gospodarczym na prowadzenie działalności, w ładnej okolicy. Jak wiadomo, remontów i dużych wyzwań się nie boję.
Chętnie przerobiłabym też na dom zabudowania gospodarcze, stodołę, starą szkołę czy dworzec. Albo spichlerz!

Przecież mieszkać można i w kościele:



Na stacji benzynowej:


W szkole:


I w stodole:




Saturday, November 5, 2016

Historia pewnej sukienki

Znacie tę historię.
Sukienka/dżinsy/spodenki, w które się nie mieścicie. Albo w których się ledwo dopinacie. Które tkwią w szafie, jak namacalny wyrzut sumienia, po to, by przypominać nam, że nie spełniamy wymagań.
Mam taką czerwoną sukienkę. Leży w pudle na dnie szafy i czeka na moment, w którym moje ciało się do niej dopasuje i będziemy wyglądać wystrzałowo. Założyłam ją wczoraj, sądziłam, że zmotywuje mnie do dalszej walki o "piękne" ciało, ale zamiast tego obnażyła moją głupotę.
To nie moje ciało jest złe. Owszem, mam cellulit, krótkie nogi i trochę "boczków". Ale prawdziwy problem leży w sukience. Nie da się pod nią założyć żadnej bielizny. Nawet bezszwowa się odznacza, dzieląc moje ciało na kawałki mięsa. Jej materiał uwypukla wszelkie niedoskonałości - tak, widać ślady cellulitu, a jestem pewna, że i przysłowiowy pryszcz na tyłku byłby widoczny.
Ma zły krój, niekorzystną długość, wzdymające marszczenie na brzuchu.
To sukienka jest zła, nie ja.

Wyrzućcie dziś z szafy takie ubrania. I bądźcie dla siebie miłe, bo świat raczej nie będzie.

Thursday, September 15, 2016

Hunt of the month/Polowanie miesiąca: łóżko do naszej sypialni


Przez ostatnie dwa miesiące biliśmy się z myślami: co wymienić najpierw - kanapę w salonie czy łóżko w sypialni. Kanapa zdecydowanie bardziej rzuca się w oczy, ale to w łóżku spędzamy minimum 1/4 każdej doby. Postanowiliśmy zacząć więc od łóżka.

To, w którym aktualnie śpimy, jest za wąskie - kupowaliśmy je przy kupnie pierwszego mieszkania do naszej maleńkiej sypialni o szerokości 180 cm. Materac jest już mocno zużyty, łóżko trzeszczy, a w jego wezgłowiu jest dziura, którą zrobiła plastikową zabawką nasza nieco ponad roczna wtedy córka [swoją drogą świetnie to świadczy o jakości Ikea!].

Założenia były następujące:
lite twarde drewno, prosty design, najchętniej polski producent i szerokość 180 cm

W ten sposób odpadła nam Ikea, wszystkie łóżka sosnowe lub świerkowe i większość popularnych sieciówek. Nasze łóżko znaleźliśmy w sklepie sypialnioland.pl - mają stacjonarny sklep m.in. w Krakowie przy Zakopiance. Można tam też "przymierzyć" materace - mają w salonie ponad 50 modeli.

Na razie niestety tylko takie zdjęcie mogę zaprezentować, bo każde łóżko robione jest na zamówienie i czeka się na nie około miesiąca. Wybraliśmy olchowe łóżko w kolorze ciemnego orzecha. Producent Ekodom, model: Lund/Lund Plus - plus jest z pojemnikiem na pościel, który nam nie jest potrzebny, ale chcieliśmy, żeby łóżko było bardziej zabudowane niż model bez pojemnika - zamówiliśmy więc model pośredni.
Tak wygląda opcja bez pojemnika, która nam się wydała za mało zabudowana:

Nie mogę się już doczekać i zabieram się za szukanie nowych stolików nocnych [no i kanapy :)].




Monday, September 12, 2016

Weekend w Amsterdamie i Antwerpii

Ostatni weekend spędziliśmy bardzo aktywnie - w niecałe trzy dni zwiedziliśmy Amsterdam i Antwerpię. W Amsterdamie oglądaliśmy piękne widoki i kanały:



Zaglądaliśmy do sklepów z serami i coffee shopów [ale tu bez zdjęć ;)]


Zwiedziliśmy Dom Rembrandta, który ma drzwi i okiennice w pięknych kolorach:




Zahaczyliśmy o targ kwiatowy i kupiliśmy trochę sadzonek czarne tulipany!]:



Pogoda była przepiękna, a miasto bardzo przyjazne:


Zwiedziliśmy też Muzeum Morskie:



W Antwerpii było jeszcze cieplej. Spacerowaliśmy po mieście i nie wiedzieliśmy, od czego zacząć kulinarne zwiedzanie [piwo! czekolada! frytki! mule!]:

W centrum eleganckie sklepy i dużo pięknych starszych kobiet:


I górująca nad miastem katedra:







I zębate kamienice w centrum:


 I słynne Museum aan de Stroom:





Tuesday, September 6, 2016

Inspiracje tygodnia/Inspiration Tuesday: One Kings Lane


One Kings Lane to jeden z moich ulubionych, obok Wisteria, sklepów wnętrzarskich. Wprawdzie to sklep amerykański, więc choćby ze względów logistycznych nic tam nigdy nie kupię, ale chętnie się inspiruję:



Tuesday, August 30, 2016

Inspiration Tuesday/Inspiracja tygodnia: niebieskie migdały


Nie jestem może ekspertką od projektowania wnętrz [jeszcze!], ale mam taką teorię, że nie ma takiego wnętrza, którego nie poprawiłyby niebieskie elementy w otoczeniu naturalnych, neutralnych barw i faktur. Najbardziej lubię odcienie wpadające w zieleń, ale i kobalt, i lodowy błękit znakomicie się sprawdzają. 
Po kolei:




Thursday, August 25, 2016

Projektant tygodnia/Design Thursday: Amber Interiors

Amber Interiors to kalifornijska firma założona przez Amber Lewis. Cechy charakterystyczne jej projektów to białe ściany, dużo naturalnego drewna, wzorzyste dywany i roślinne akcenty.





Monday, August 22, 2016

The world improved/Lepszy świat: o tym, jak rzuciłam etat dla pracy w domu

Dziś kilka słów o tym, jak rzuciłam pracę i co z tego wynikło

Robię w kulturze, od prawie dziesięciu lat. Na dodatek jestem w tym dobra i pracowałam w firmie, która w swojej branży cieszy się opinią jednej z najlepszych. Mimo to uznałam, że czas coś zmienić.
Dlaczego?
W szerszej perspektywie: chciałam pracować na własne nazwisko. 
A w bliższej? Męczyły mnie dojazdy, bezowocne zebrania, papierologia. Ludzie, którzy chodzili za moimi plecami, nie pozwalając mi się skupić.
Pewnie dla wielu takie powody mogą wydawać się błahe, ale dla mnie były wystarczające - nie znoszę marnować czasu.

Do założenia własnej firmy przygotowywałam się długo. Marzenia o niej musiałam odłożyć na dłuższy czas ze względu na kredyt na dom. Później uznałam, że chcę się jeszcze dokształcić. Nie mamy dużych oszczędności, więc zależało mi też na tym, żeby nie zaczynać bez klientów, dlatego chciałam odejść z pracy w odpowiednim momencie.
I wreszcie, na początku tego roku nadszedł dobry czas. Złożyłam wypowiedzenie, zaproponowałam swoje usługi byłym pracodawcom, powiadomiłam znajomych z branży. Efekt był taki, że po dwóch miesiącach musiałam zatrudnić kogoś do pomocy i przestać przyjmować zlecenia, bo nie miałam już na nie czasu. Teraz mam pomysł na dalszy rozwój i pewnie zatrudnię wkrótce kolejną osobę. 

Od założenia firmy minęło dopiero pół roku, więc za wcześniej może na podsumowania [tylko 1/3 polskich firm istnieje dłużej niż 5 lat], ale mogę powiedzieć, że nie spełniły się trzy moje najczarniejsze scenariusze:

Brak zleceń

Zakładając działalność, miałam już wynegocjowane warunki współpracy z jednym klientem, dzięki czemu wiedziałam, że wystarczy mi na ZUS i ratę kredytu [płacę pełny ZUS, a nie preferencyjną małą stawkę]. Znajomi zaczęli mnie polecać swoim znajomym i szybko okazało się, że nie wszystkie zlecenia jestem w stanie obsłużyć. Staram się wybierać projekty ciekawe/rozwijające i/albo dobrze płatne.

Brak motywacji

Pracuję dla siebie i na siebie, więc generalnie moja motywacja jest wysoka. Żeby nie zgubić jej na takim bardzo trywialnym, codziennym poziomie, nastawiam alarm w telefonie na 8:00 i to dla mnie znak, że powinnam rozpocząć pracę. Staram się zajmować tylko firmą do około 15:00 i, jeśli coś pilnego się dzieje, sprawdzić maile wieczorem i na nie odpisać. Dzięki temu, że nie spędzam kilku godzin dziennie na zebraniach i spotkaniach i załatwiam większość tych spraw przez skype/maila/telefon, pracuję dużo efektywniej i w krótszym czasie robię więcej. 

Samotność

Tego bałam się najbardziej. Wielu znajomych freelancerów przestrzegało mnie przed zamykaniem się w domu, nie wierzyli, że z moim charakterem wytrzymam sama dłużej niż 2-3 miesiące. No i nie wytrzymałam - mój pracownik przez 2/3 czasu pracuje zdalnie, ale ten czas, w którym pracujemy razem, nie pozwala mi uschnąć z samotności :)

A jakie są Wasze doświadczenia z pracą w domu?

Hunt of the Month/Polowanie miesiąca: robot kuchenny

Mój robot kuchenny musiał mieć wszystko:
blender kielichowy ze szklanym pojemnikiem
dużą misę do ubijania piany i wyrabiania ciasta
malakser
maszynkę do mielenia
sokowirówkę

A najlepiej by było, gdyby wyglądał jak KitchenAid i kosztował nie więcej niż 1500 zł.

Po długim oglądaniu w sieci zdecydowaliśmy się na Kenwooda:
To robot kuchenny MultiOne KHH326SI

Blender jest szklany, sokowirówka metalowa. Trzepaczka do piany jest mocowana pod kątem, więc zagarnia nawet to, co osadziło się na ściankach miski. Oprócz sokowirówki jest też wyciskarka do cytrusów. Malakser ma trzy tarcze, maszynka do mielenia dwa sita.
Jest łatwy w obsłudze i estetyczny [choć oczywiście nie tak ładny jak KitchenAid].
Testowałam na razie kilka funkcji:
trzepaczka daje radę ubić bezę z wody po cieciorce
blender zrobi mleko ryżowe, majonez i rozkruszy lód
oczywiście robienie smoothie i rozdrabnianie warzyw malakserem idzie super

W weekend planuję wypróbować maszynkę do mielenia przy falafelach i hak do zagniatania ciasta.
Czy ktoś ma ten sprzęt i może powiedzieć, jak sprawuje się po dłuższym użytkowaniu?
Jakie inne roboty wielofunkcyjne możecie polecić?