Saturday, July 30, 2016

Co czytałam w lipcu/Read in July

Czyli trzy książki, które przeczytałam w lipcu i które mogę polecić.


"Nocny film" Marisha Pessl

Pierwsza powieść Pessl, "Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof" najpierw przyciągnęła mnie tytułem, a później odrzuciła okładką. Ale przeczytałam ją, poleciłam ją każdemu, kto chciał słuchać moich rekomendacji i postanowiłam przeczytać następne książki tej młodej, obiecującej pisarki.
"Nocny film" ukazał się wiosną, ale odczekał na swoją kolej na półce książek "do przeczytania wkrótce" [mam też cały regał książek "do przeczytania na emeryturze", ale o tym kiedy indziej]. To trochę thriller, trochę kryminał, trochę postmodernistyczne noir. O tajemniczym reżyserze, którego od dawna nikt nie widział, a jego filmy mogą obejrzeć tylko wybrani [to podobno postać wzorowana na Kubricku], o jego pięknej i martwej córce i o dziennikarzu, któremu reżyser zniszczył kiedyś karierę i o morderstwie, które być może nigdy się nie wydarzyło.
To bardzo stylowa książka, mroczna i wciągająca, choć ma pewne niedociągnięcia. W fabule momentami widać szwy, postaci drugoplanowe są niedopracowane, a i zakończenie nie każdemu przypadnie do gustu. Mimo wszystko polecam, zwłaszcza tym, którzy lubią mroczne zagadki, ale tradycyjne kryminały, tzw. police procedurals, nie wystarczają.

"Kiedy odszedłeś" Jojo Moyes

Po literaturę kobiecą sięgam rzadko, bo nieczęsto zdarza się, by mnie autentycznie wzruszyła czy rozbawiła. Z Jojo Moyes jest inaczej i "Zanim się pojawiłeś" naprawdę mi się podobało. Bohaterowie wydawali mi się prawdziwi [rodzina Lou!], ich problemy niewydumane, a romans... no cóż. Chętnie więc sięgnęłam po dalsze losy Lou i się nie rozczarowałam, zwłaszcza dzięki wątkom pobocznym - feministycznemu przebudzeniu matki Lou czy poczynaniach eksa. Jeśli szukacie inteligentnej, obyczajowej powieści, która nie uraczy Was problemami pt. porzucam korporację, żeby wypasać kozy w Bieszczadach, a do tego lubicie angielski humor - naprawdę warto.

"Moja walka 4" Karl Ove Knausgard
Patrząc na ten zestaw książek, można odnieść wrażenie, że cierpię na jakąś czytelniczą odmianę osobowości mnogiej, no bo gdzie Moyes, a gdzie Knausgard, ale zapewniam Was, że wszystko ze mną w porządku.
A z Knausgardem jest tak, że albo wstrząsa, poniewiera i zachwyca, albo niemiłosiernie nudzi. Ponieważ czytam już czwartą część, łatwo wywnioskować, że należę do tej pierwszej opcji.
"Moja walka" była książką, która zrobiła na mnie największe wrażenie w ubiegłym roku. Dawno nie czytałam czegoś tak manipulującego czytelnikiem, tak okrutnego i bezwzględnego. Postanowiłam do końca cyklu odpuścić sobie czytanie wywiadów z autorem i skupić się na tym, co ma do powiedzenia w książkach. W czwartej części chodzi o dwie rzeczy: o pisanie i zaliczenie wreszcie jakiejś dziewczyny. Karl Ove czyta, żeby lepiej pisać, fatalnie znosi krytykę swojej twórczości i ma problemy z przedwczesnym wytryskiem. I pisze o tym tak, że nie mogę się oderwać i w reakcjach i odczuciach osiemnastoletniego Karla Ove odnajduję siebie sprzed lat, choć moje plany i marzenia wyglądały zupełnie inaczej. 

Sunday, July 17, 2016

Meble jak malowane/ A splash of color

Dziś miało być o czymś innym, ale ponieważ u nas ciągle leje i za oknem jest potwornie ponuro, zmieniłam zdanie i zapraszam na bardzo kolorowy wpis.
Jeśli szukacie inspiracji do wprowadzenia kolorów do wnętrza albo zastanawiacie się, jak odnowić meble, które Wam się znudziły - oto garść kolorowych inspiracji z jednego z moich ulubionych czasopism - "HG TV Magazine":






Friday, July 15, 2016

Idealny dom w Kolorado/ An ideal home in Colorado

Rzadko kiedy zachwycam się całymi domami. Zawsze znajdzie się coś, co mi się nie podoba. Ale dziś jest inaczej. W czerwcowym wydaniu "Luxe Magazine" znalazłam dom z Telluride, w stanie Kolorado, w którym podoba mi się dosłownie wszystko. A do tego jest położony w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Za taką przestrzeń i za ten widok z okien oddałabym naprawde wiele.

Zresztą, zobaczcie sami:


Projekt budynku: E Cummings Architect PC, projekt wnętrz: Consort Design, zdjęcia: Nick Johnson:





Monday, July 11, 2016

W kuchni: najlepszy sernik z jagodami

Kiedy w warzywniakach i na ryneczku pojawiają się jagody, borówki i maliny, dostaję, za przeproszeniem, świra. Jem je na śniadanie, obiad i kolację. Z owsianką, w koktajlach, z kaszą jaglaną, w sałatkach... po prostu wszędzie.
A dla nieco mniejszych fanatyków zrobiłam sernik z jagodami i borówkami. Nie jest słodki, jest za to bardzo lekki. I nareszcie odkryłam tajemnicę sztywnej bitej śmietany.



Składniki:

Na spód:
paczka ciastek owsianych [im prostsze, tym lepiej]
łyżka masła orzechowego
2 łyżki masła [ja użyłam roślinnego]
szczypta soli

Ciastka kruszymy jak najdrobniej, dodajemy roztopione masła i szczyptę soli, zagniatamy.
Powstałą masą wykładamy spód tortownicy o średnicy 24 centymetrów, ugniatamy go i odstawiamy do lodówki.

Na masę:
700 g twarogu sernikowego
250 g mascarpone
1 jajo
3 łyżki mąki ziemniaczanej
5 czubatych łyżek cukru pudru
300 g jagód

Jagody myjemy i osączamy na sitku. Pozostałe składniki zagniatamy krótko mikserem na wolnych obrotach i wykładamy na schłodzony spód. Na wierzch wysypujemy jagody,
Pieczemy 40 minut w temperaturze 180 stopni.

Na wierzch:
250 g śmietanki 36%
2 czubate łyżki cukru pudru
1 łyżka mąki kokosowej
200 g borówek amerykańskich
otarta skórka z cytryny

Ubijamy śmietanę, dodajemy cukier i mąkę, wykładamy na ostudzone ciasto. Ozdabiamy borówkami i skórką z cytryny. Wkładamy na kilka godzin do lodówki.

Sunday, July 10, 2016

Weekendowe DIY: drewniany domek dla dziecka

Moja córka zapragnęła mieć domek w ogrodzie. Kolorowy, przytulny. Taki, w którym będzie mogła układać do snu swoje lalki i pluszaki i chować się przed słońcem.
Postanowiliśmy to marzenie spełnić. Kupiliśmy domek w internetowym sklepie Leroy Merlin, zabraliśmy się do montowania go i... daliśmy sobie spokój. Okazało się, że w drewnie nie ma nawierconych otworów do śrub, a trzeba ich wkręcić około 150, że nie ma jak zamocować go do podłoża, że impregnacja to kpina.
Wezwaliśmy dwóch panów speców, którzy męczyli się z montażem prawie przez pięć godzin. Ale domek wreszcie stanął i wcale nie wyglądał tak:
tylko dziesięć razy gorzej.
Zabrałam się więc za malowanie. Ponieważ wynagrodzenie dla panów monterów znacznie nadwyrężyło nasz budżet, przejrzałam piwnicę w poszukiwaniu resztek farb.
I oficjalna wersja jest taka, że chciałam, żeby kolorystyka była jak w przebieralniach w Viareggio czy innej pięknej okolicy, ale tak naprawdę to miałam najwięcej białej i chabrowej farby.
Ale zapamiętajcie tylko tę oficjalną, romantyczną historię :)


A tu już moja przemalowana wersja:



Dorobiliśmy się też dyndającej gwiazdki przy wejściu, dywanika i poduszek. Pluszowy królik jest bardzo zadowolony, prawie czterolatka z krwi i kości - również.