Thursday, March 30, 2017

Wyzwanie dla zakupoholiczek: wiosenna szafa

Wiedzieliście, że ludzie kupują teraz o 60% więcej ubrań niż zaledwie 15 lat temu? I wyrzucają je po o połowę krótszym czasie niż w 2000 roku?
Góra tekstylnych śmieci rośnie w przerażającym tempie. A śmieci to niejedyny szkodliwy produkt uboczny szybkiej produkcji tanich ubrań. Azjatyckie rzeki zalane są chemikaliami, a małe pracowite rączki po kilkunastu godzinach ledwo zarabiają na przysłowiową miskę ryżu.
A my wydajemy pieniądze na ubrania, które często po kilku/kilkunastu praniach nie nadają się już do noszenia. Pamiętam, jak kilka lat temu wydałam kilkaset złotych na letnie ubrania w młodzieżowych sieciówkach Inditexu i żaden ciuch nie dotrwał do września. Od tamtej pory nawet nie wchodzę do Bershki czy Stradivariusa.
Ile macie w szafie powyciąganych koszulek z przekręconymi szwami? Ile par dżinsów, które dobrze leżą tylko godzinę po założeniu? Ile razy w ciągu tygodnia stajecie przed szafą i nie macie pojęcia, w co się ubrać?


Gdy kilkanaście lat temu mogłam się w końcu cieszyć finansową wolnością [stypendium i dorywcza praca pozwalały mi na więcej niż opłacenie rachunków i makaron marki Tesco], nadwyżkę wydawałam w Zarze. W wakacje jeździłam do Stanów i zwoziłam stamtąd walizki ciuchów wyszperanych w TJ Maxxie. Miałam w mieszkaniu 4 szafy, wszystkie wypełnione po brzegi.
Dziś mam jedną. I dzielę ją z mężem.

Jakieś sześć lat temu, gdy przypadkiem odkryłam w szafie nr 3 sukienkę z metkami, o której istnieniu zdążyłam już dawno zapomnieć, postanowiłam przetestować swoją garderobę i sprawdzić, ile tak naprawdę mam ubrań. Zasady były proste.
Każdą rzecz w szafie mogę założyć tylko raz [oczywiście nie dotyczyło to kurtek czy ubrań na siłownię] i odkładam ją na bok. Będę ją mogła założyć ponownie dopiero wtedy, gdy założę na siebie wszystkie swoje ubrania.
Po dwóch miesiącach odłożyłam dopiero 1/3 ubrań.
A wiecie, co było najgorsze?
W większości z nich okropnie się czułam. Większość z nich fatalnie na mnie leżała. Całkiem sporo było takich, których nie miałam z czym zestawić.

Przerwałam eksperyment i pozbyłam się 80% zawartości mojej szafy. Część sprzedałam, część rozdałam znajomym, część wylądowała w kontenerze na używane ubrania.
Przestałam chodzić do galerii handlowych dla zabicia czasu. Przestałam obserwować blogi modowe, bo tylko budowały we mnie poczucie, że muszę coś mieć. Większość ubrań kupuję przez internet, przymierzam na spokojnie w domu, nieoślepiona jarzeniówkami w przymierzalni. Sprawdzam, do czego mi pasują, odkładam na tydzień. I często odsyłam.

Teraz mam wrażenie, że ubrań mam za mało. Oczywiście budzi to we mnie chęć wejścia na Zalando i wydania wszystkiego, co zostało mi z poprzedniej wypłaty. Dlatego znów postanowiłam wcielić w życie swój eksperyment - tym razem, by być może przekonać się, że ubrań jednak mam sporo.
Dołączycie?

1 comment:

  1. Jeżeli chcesz sobie sprawić świetną, nową, wiosenną szafę to koniecznie musisz zajrzeć na Uroki Drewna :)
    Mają dużo fajnych, jakościowych mebli.
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete